Metro 2035

Literatura postapokaliptyczna w najlepszym wydaniu.

Gdy przed momentem zajrzałem do działu z książkami, to sam się zdziwiłem, że mamy tutaj na razie tylko dwie pozycje. Zasadniczo właśnie w tym dziale powinno być najwięcej wpisów, bo uwielbiam czytać i jeśli tylko mogę sobie na to pozwolić, to czytam prawie codziennie. Mała ilość wpisów nie wynika więc z braku materiału, ale raczej z pewną trudnością pisania na temat przeczytanych książek. Zanim zabrałem się za ten wpis, przeleciałem sobie wzrokiem tekst na temat Dzielnicy Obiecanej i stwierdziłem, że jest nieco żenujący. Z tego wynika, że muszę po prostu częściej zaglądać do tego działu, żeby nabrać pewnej wprawy w pisaniu recenzji.

Dzisiaj tematycznie powracamy do świata Uniwersum Metro 2033, a wręcz do samego źródła tegoż uniwersum. Dwa słowa wyjaśnienia dla osób które nie wiedzą czym jest tak w ogóle Uniwersum Metro 2033. Jest to projekt stworzony przez niejakiego Dmitry'a Glukhovsky'ego, autora pierwszej książki w tym uniwersum, pod tytułem "Metro 2033". Jest to literatura postapokaliptyczna. Akcja powieści dzieje się w świecie po wojnie nuklearnej. Cały świat oraz ludzkość zostały zniszczone, a pozostała garstka ludności Ziemi (około 70 000) schroniła się w moskiewskim metrze, który okazał się być doskonałym bunkrem, chroniącym przed rakietami nuklearnymi oraz ich skutkami w postaci promieniowania. Na powierzchni Ziemi jeszcze długo po zakończeniu wojny znajduje się zabójcza promieniowanie. Ludzie musieli więc przystosować się do życia pod powierzchnią, adaptując na mieszkania korytarze i stacje moskiewskiego metra. Na bazie tej powieści z inicjatywy autora powstał projekt Uniwersum Metro 2033. Założenia inicjatywy są proste: różni autorzy z całego świata piszą swoje własne książki, których akcja dzieje się w rzeczywistości postapokaliptycznej. Bazą dla każdej takiej powieści jest oryginał, czyli dzieje ludzi po wojnie nuklearnej, ale niekoniecznie akcja każdej książki z uniwersum musi rozgrywać się w Moskwie. Akcja Dzielnicy Obiecanej miała miejsce akurat w Polsce, w okolicach Krakowa.

Tyle tytułem wstępu. Teraz przejdźmy do meritum, czyli do Metro 2035. Jak pewnie każdy fan Uniwersum, bardzo czekałem na tą książkę. Jest to ostatnia część oryginalnej trylogii. Zwykle nie kupuję książek zaraz po ukazaniu się. Ta była naprawdę nielicznym wyjątkiem. Jednak zanim się do niej zabrałem, minęło sporo czasu. Jakoś nie czułem potrzeby jej czytania od razu po zakupie, ważne że znajdowała się na mojej półce z książkami i spokojnie czekała na swoją kolei. Tak jeszcze przy okazji może dopowiem, że w pierwszej części trylogii, Metro 2033, zakochałem się od pierwszego wejrzenia. Nadal uważam że było to bardzo dobra książka, czytało się ją doskonale. Pod wpływem tego zakochania kupiłem chyba niemal wszystkie książki z Uniwersum Metro 2033, jakie wyszły w Polsce. Także w moim pokoju na regale z książkami 'do przeczytania' książki z tego cyklu zajmują prawie całą jedną półeczkę. Nie czytam ich wszystkich jedna po drugiej, bo lubię różnorodność. Przebywanie (duchowo) przez długi czas w jednym świecie jest dla mnie bądź co bądź nieco męczące. Dokładnie to samo miałem podczas czytania sagi o Wiedźminie Andrzeja Sapkowskiego. Zakupiłem sobie od razu cały komplet bodajże siedmiu pozycji, ładnie oprawionych w jednym stylu graficznym. Ale między każdą częścią robiłem sobie mniej więcej 2-3 miesiące przerwy. Dzięki takiemu podejściu nie czułem przesytu danym światem, i z chęcią zabierałem się do każdej kolejnej części.

Wiemy już, że pierwsza część - Metro 2033 - była bardzo dobra. Druga część trylogii - Metro 2034 - była już sporo gorsza, ale nadal czytało się ją w miarę dobrze. Przed rozpoczęciem trzeciej części - Metro 2035 - przeczytałem sobie jakiś komentarz czytelnika w Internecie odnośnie tej książki. Autor komentarza pisał, że ta część jest beznadziejna, nudna, nic się w niej nie dzieje, że akcja tej książki mogłaby się rozgrywać gdziekolwiek na świecie i w jakimkolwiek uniwersum, niekoniecznie postapo. Autor komentarza pisał również, że dobrnął jedynie do połowy i dał sobie spokój. Mnie udało się dobrnąć do końca, ale tylko i wyłącznie dlatego, że jestem człowiekiem dużej wiary i nadziei. Do samego końca miałem nadzieję, że akcja się jakoś rozwinie, i że na koniec nie będę żałował, że przeczytałem całość. Niestety to był błąd. Jeśli tak jak ja, jesteście wielkimi fanami całego Uniwersum, i jakimś cudem nie czytaliście jeszcze tej książki, proszę dla Waszego dobra, nie róbcie tego. Strasznie przykro mi to mówić, ale ten cały komentarz okazał się prawdziwy, i sam bym tego lepiej nie ujął. Powiem nawet dużo więcej: momentami dzieło to jest tak beznadziejne, że dosłownie nie da się tego czytać. Przeczytanie tej książki uważam w zasadzie za stratę czasu. Z recenzji które później przeczytałem w sieci wynikało, że autor spróbował się zmierzyć z wieloma różnymi problemami społecznymi, oraz tak w ogólności z ludzką naturą, z tym do czego jesteśmy zdolni jako ludzie. Tak, to wszystko jest w Metrze 2035. Ale chyba trochę nie tego spodziewali się czytelnicy. Na pewno nie tego ja się spodziewałem. W tej książce nie ma żadnej akcji, nie ma żadnej historii. Tak jakby autor trochę nie miał pomysłu na zawiązanie akcji. Książka opiera się na jednym wątku przewodnim: istnieją inni ocalali, moskiewskie metro nie jest jednym miejscem na Ziemi, które ocalało wojnę nuklearną. I to jest fajne. Ta myśl mi się bardzo podoba. Co więcej, w książce jest jeden rozdział naprawdę genialny. Gdy główny bohater wyrusza z metra i dociera do ośrodka badawczego, gdzie odnajduje ogromne anteny zagłuszające sygnały, które docierają do Moskwy z całego świata. W tym jednym rozdziale jest wszystko co potrzeba, żeby książka była genialna. Jest ciekawy, pełen akcji, pełen nieoczekiwanych zwrotów wydarzeń. Jeśli cała książka wyglądałaby tak jak ten jeden rozdział, mielibyśmy hit przebijający pierwszą część trylogii. Niestety jest to tylko i wyłącznie ten jeden rozdział. Cała reszta powieści jest nic nie warta. Dlatego absolutnie nie polecam.

Sam Dmitry Glukhovsky pisze o swoim najnowszym dziele: "Zwyczajny i znajomy świat Metra postawiłem na głowie, tak więc tych, którzy czytali Metro 2033 czeka mnóstwo odkryć i niespodzianek. A tym, którzy swój kontakt z Metrem zaczynają od tej właśnie książki, oddaję sensacyjną, emocjonalną, mocną powieść – myślę, że nie pozwoli im się nudzić." (cytat za portalem lubimyczytac.pl). To ostatnie zdanie brzmi jak dobra autoironia. Widać że autor ma duże poczucie humoru i ogromny dystans do samego siebie. My obraliśmy podobny kierunek formułując podtytuł dzisiejszego wpisu.

Pamiętajcie że każda recenzja na tym blogu jest tylko i wyłącznie moją subiektywną oceną danej książki. Nigdy nie należy do końca ufać recenzjom, bo każdy z nas jest inny i a nóż widelec być może akurat Wam dana pozycja przypadnie do gustu. Ja sam zwykle nie ufam recenzjom, uważam że zawsze warto mieć własne zdanie i samodzielnie oceniać rzeczywistość. Tym niemniej...

Moja ocena: 2/10.

P.S. Jeden punkcik dodałem za ten jeden rozdział, który mi się podobał, oraz za temat przewodni całości, który również jest ok.

Samotna

Mary Westmacott, czyli Agatha Christie.

Skończyłem właśnie przed momentem Samotną, więc ta recenzja będzie napisana zupełnie na świeżo. Książka trafiła w moje ręce zupełnie przypadkowo. Jakiś czas temu miałem w swoim życiu taki niezwykły okres [w czasie studiów :)] że dostawałem co miesiąc więcej pieniędzy, niż potrzebowałem na życie i pożywienie. I zawsze pod koniec miesiąca mogłem sobie spokojnie pozwolić na zakup kilku książek. A że akurat tak się złożyło, że mniej więcej w tym samym czasie odkryłem sklep z tanią książką (na starym dworcu pkp w Poznaniu, jeszcze sprzed renowacji), to dzisiaj mam w pokoju dwa regały obłożone całe książkami. Mniej więcej połowę udało mi się przeczytać, ale druga połowa do dzisiaj sobie leży i czeka na przeczytanie. Dzisiaj już nie kupuję książek dlatego, że mi się spodobała okładka. Ale w tamtym okresie, gdy człowiek miał za dużo pieniędzy, zdarzało mi się wychodzić ze sklepu z pięcioma, siedmioma, czasem nawet (rzadko, ale jednak) dziesięcioma książkami :)

Samotna pochodzi właśnie z tamtego okresu. Wziąłem ją sobie do domu najprawdopodobniej z czystej ciekawości, bo była tania (19 zł), i pewnie trochę skusiło mnie znane nazwisko Agathy Christie. Nigdy wcześniej nie czytałem żadnej książki tej autorki, Samotna była pierwszą pozycją tej pani, z jaką się zetknąłem. Książka nie jest długa, 160 stron można spokojnie przeczytać w dwa wieczory, tym bardziej że czyta się to bardzo dobrze.

Zamiast samemu streszczać, przytoczę może tutaj słowa z okładki, bo bardzo dobrze oddają o czym jest w ogóle ta książka.

Joan żyje w przekonaniu, że jest ideałem żony i matki. Przez splot okoliczności musi spędzić kilka samotnych, bezczynnych dni w zajeździe na pustyni, gdzie jest jedynym gościem. Po raz pierwszy naprawdę zastanawia się nad sobą i dochodzi do zaskakujących wniosków.

A teraz to samo własnymi słowami, jak na maturze z języka polskiego :) Joan Scudamore przez lata niejako zbudowała sobie świat w którym żyje. Świat oparty na kłamstwach, które bohaterka sama sobie wymyśliła, a następnie uwierzyła. Żyje w przekonaniu, że wszystko co robi, robi dla dzieci, że jest dobra, że wszyscy ją kochają, że chce dla wszystkich jak najlepiej. Kieruje życiem i decyzjami swoich najbliższych, męża i dorastających dzieci, w przekonaniu, że wie co jest dla nich najlepsze. Tak naprawdę jest zaślepiona swoim egoizmem i ograniczeniami. Nie jest w stanie dostrzec, że unieszczęśliwia członków swojej rodziny, i sama również jest nieszczęśliwa, samotna.

Książka jest bardzo dobrze napisana i świetnie się ją czyta. A sytuacja przedstawiona w powieści jest mi doskonale znana z mojego własnego życia. Joan Scudamore pod względem psychiki jest bardzo podobna zasadniczo do wszystkich kobiet u mnie w rodzinie :) Sposób myślenia i odczuwania świata Joan jest niemal identyczny jak mojej babci, mamy, a nawet siostry. Wmawianie sobie czegoś, czego nie ma, wymyślanie sobie że coś jest takie, podczas gdy w rzeczywistości jest zupełnie inne, itd. Prawdę mówiąc spotkałem się z czymś takim już wielokrotnie w przypadku kobiet, nie tylko w swoim domu. Już nieraz zadziwiało mnie, jak bardzo psychika kobieca różni się od męskiej. Mamy totalnie różne spojrzenia na rzeczywistość. Ja, jako mężczyzna, oczywiście uważam że kobiety źle widzą. I ta książka pokazuje to dobitnie. Ale być może jest tak, że się mylę, że i kobiety i mężczyźni prawidłowo widzą rzeczywistość, tyle że jedni i drudzy widzą ją po prostu inaczej. Być może inaczej patrzy kobieta, i widzi co innego, a inaczej patrzy mężczyzna, i widzi co innego. Nie wiem.

W każdym razie książka jest fajna, jeśli gdzieś wam przypadkiem wpadnie w ręce, tak jak to było ze mną, weźcie ją sobie do domu :) Warto.

Moja ocena: 9/10.

Dzielnica obiecana

Pierwsza polska książka w świecie 'Uniwersum Metro 2033'.

Pierwszy wpis na nowym blogu, a więc dwa zdania tytułem wstępu. Jak już zapewne zdążyliście się zorientować, będzie to blog książkowy. I tak sobie myślę, że na razie nie będziemy pisali ani słowa o mnie, o autorze bloga, niech to będzie blog anonimowy. Być może kiedyś w jakimś poście napiszę kim jestem, czym się zajmuję na co dzień, czy mam psa i jak się wabi. W tym momencie nie ma potrzeby pisać o mnie, bo to ma być blog książkowy. A chociaż autor książki jest ważny i książka zawsze ma jakiegoś autora, to jednak najistotniejsza w książce jest treść, a nie imię i nazwisko autora.

Tak więc przejdźmy sobie płynnie do pierwszego tytułu :) Paweł Majka i jego Dzielnica obiecana. Napis na tylnej okładce głosi wielkimi literami, iż jest to ‚pierwsza polska powieść w uniwersum metro 2033'. Nie będę tutaj wyjaśniał czym jest uniwersum metro 2033, bo to sobie znajdziecie na Wikipedii. Nie będę też opowiadał, o czym jest książka, bo to sobie przeczytacie w jakimkolwiek wygooglowanym streszczeniu lub opisie. Każdy wpis na tym blogu będzie moją subiektywną tak-jakby recenzją danej książki, czymś co można by nazwać opowiadaniem o książce. To co będziemy robili na tym blogu, to będziemy sobie opowiadali o książkach. Ale wracając do rzeczy :) Zgodnie z napisem, akcja książki rzeczywiście dzieje się w Polsce, konkretnie w Nowej Hucie, w okolicach Krakowa. Polska powieść w Uniwersum Metro 2033 to również polskie słownictwo, polskie imiona bohaterów, do których na początku trzeba się przyzwyczaić, oraz polskie nazwy wszystkiego, co znajduje się w świecie książki, jak stwory, zwierzęta, rośliny i przedmioty. Wcześniej, jakieś 3 lata temu przeczytałem obie oryginalne części Metro 2033 i Metro 2034 Dmitra Glukhovskiego, w polskim tłumaczeniu. Ale szczerze mówiąc nie pamiętam już dzisiaj jak było z nazwami istot i przedmiotów świata w tamtych książkach, czy również były przetłumaczone na polski, czy może pozostawiono nazwy oryginalne, tak jak to zostało zrobione w przypadku imion. Mniejsza z tym.

Poza tą ‚polskością’ nazw i imion w Dzielnicy obiecanej, książka jest bardzo podobna do Metro 2033. Zarówno w kwestii pomysłu na fabułę, jak i stylu autora. Jest to taka trochę powieść drogi. Na początku mają miejsce jakieś tam wydarzenia początkowe, dwoje młodych osób zostaje niesłusznie oskarżonych o spisek przeciwko władzy i muszą uciekać ze schronów, następnie w zasadzie przez całą książkę ciągnie się ich wędrówka i wydarzenia które ich spotykają po drodze, a teoretycznie najciekawsza część fabuły, w której jest najwięcej akcji, została upchnięta i sprasowana na dosłownie kilku ostatnich rozdziałach powieści.

Napiszmy teraz, jak to się czyta, a więc o wrażeniach :) A czyta się dobrze. Może nie bardzo dobrze, ale w zupełności wystarczająco dobrze. Czasami opisy są przydługawe, i nic się w nich nie dzieje, a chciałoby się już dojść do jakiejś bardziej konkretnej akcji. Czasami (a nawet powiedziałbym często) autor wkłada różne wtrącenia, mające na celu dopowiedzenie lub uzupełnienie fabuły o jakieś wątki poboczne, np. życiorys postaci. Jak sobie przypomnę, to mniej więcej dokładnie tak samo czytało mi się Metro 2033 i 2034. Czyli ogólnie czyta się to fajnie, ale jest trochę mały akcji, często książka zamienia się w taką trochę telenowelę, trudno to opisać w tym momencie, musicie po prostu sami sięgnąć po te książki, to będziecie wiedzieli co mam na myśli.

Nie zmienia to faktu, że książka jest fajna, całkiem dobrze włożona w uniwersum metro 2033, i jeśli tylko ktoś lubi takie klimaty (postapokaliptyczne), a ja się w nich po prostu zakochałem po przeczytaniu Metra 2033, to książkę bardzo polecam. Jeśli jej nie przeczytacie, nic nie stracicie. Ja w każdym razie, tak jak wspomniałem, Metro 2033 i 2034 przeczytałem jakieś 3 lata temu, i przez te 3 lata zdążyłem nabrać dużej ochoty na powrót do tamtych klimatów, do tamtego świata. Nie zawiodłem się, dostałem dokładnie to, czego oczekiwałem.

Moja ocena: 7/10.