O nowym mieście

Fajnie tu, czy nie fajnie?

Mam 31 lat. Jakiś czas temu podjąłem decyzję, że zaczynam wszystko od nowa. Opuściłem dom rodzinny, zostawiłem miasto w którym się wychowywałem, w którym dorastałem, z dnia na dzień zostawiłem wszystkich znajomych nikomu nie mówiąc wcześniej ani słowa, i przeniosłem się do zupełnie innego miasta, oddalonego o 200 km. Dokładnie trzy miesiące temu zamieszkałem we Wrocławiu.

Pierwotny pomysł na ten blog był taki, że przynajmniej raz w tygodniu powstanie nowy wpis na temat tego, co wydarzyło się w moim życiu w minionym tygodniu w związku z mieszkaniem we Wrocławiu. Niestety jak to często bywa, życie bardzo szybko zweryfikowało moje piękne ideały i marzenia, i jak widzicie, to nie jest dwunasty wpis, a pierwszy. Po trzech miesiącach od pojawienia się fajnego pomysłu na bloga i powzięcia bardzo konkretnej decyzji – ‚zakładam bloga o życiu we Wrocławiu i będę go prowadził systematycznie’ – oto dzisiaj pojawia się pierwszy wpis :) W moim życiu większość projektów wygląda właśnie w ten sposób, u mnie wszystko przebiega o wiele wolniej niż u normalnego człowieka, z moim metabolizmem życiowym jest chyba coś nie do końca w porządku; jest jakiś taki dziwnie spowolniony. Czas realizacji każdego mojego życiowego projektu rozciąga się w nieskończoność. Ale do rzeczy.

Co się wydarzyło w ciągu tych minionych trzech miesięcy. Jak się żyje we Wrocławiu z punktu widzenia osoby, która nigdy wcześniej nie miała z tym miastem żadnej styczności. Przed podjęciem decyzji o zamieszkaniu właśnie we Wrocławiu byłem tutaj raz w życiu, na jeden dzień. Teraz pewnie sobie pomyślicie, że ten jeden dzień mi wystarczył, żeby się zakochać w tym mieście. Absolutnie nie. Było wręcz przeciwnie – miasto spodobało mi się tak średnio, wydało mi się bardzo podobne do innego miasta w którym spędziłem 7 lat życia, do Poznania, ot, zwykłe duże polskie miasto, nic nadzwyczajnego. Decyzja o wyborze Wrocławia była zupełnie inna, chociaż też związana z miłością i z zakochaniem. Po prostu tutaj mieszka dziewczyna, którą poznałem już jakiś czas temu, a która mi się podobała, i co do której miałem wielkie plany i marzenia :) Oczywiście dupa z tego wyszła, dzisiaj już wiem że najprawdopodobniej związku z tego nie będzie. Czy w związku z tym żałuję decyzji o przeprowadzce do Wrocławia? Absolutnie nie. Już piszę dlaczego.

Im dłużej tutaj mieszkam, tym bardziej mi się to miasto podoba. Teraz już wiem, że można się w tym mieście zakochać, ale trzeba tu pobyć troszkę dłużej. Bo dopiero przy dłuższym pobycie i głębszym poznaniu, miasto odkrywa przed nami swoje tajemnice i skrywane sekrety. Gdy się po raz pierwszy w życiu przechadzałem po wrocławskim rynku wydawał mi się szary i nijaki, ot – rynek jak rynek, poznański był dużo ładniejszy. Dopiero teraz, gdy sobie spaceruję na spokojnie po raz dziesiąty rynkowymi uliczkami, potrafię dostrzec ich urokliwość i piękno. Jeśli przy pierwszym spotkaniu Wrocław wam się nie bardzo spodobał, dajcie mu szansę, pomieszkajcie tutaj nieco dłużej. Warto.

Przyjechałem tutaj totalnie z niczym, miałem przy sobie jedynie to, co się zmieściło w małym osobowym samochodzie, to było całe moje życie. Miałem tu co prawda kilku kuzynów, ale wiecie jak to jest z rodziną: jest się u kogo zatrzymać na dzień lub dwa, ale każdy ma jakieś tam swoje życie, i później już nie ma z kim wyjść na piwo, bo każdy strasznie ‚zapracowany’. Mieszkanie udało się znaleźć bardzo szybko. Wrocław jest miastem studenckim, a to oznacza że właściwie w dowolnym momencie ktoś wynajmuje mieszkanie lub pokój, ktoś inny akurat szuka mieszkania. Ja szukałem chyba akurat w najgorętszym okresie, na początku wrześnie. Może jeszcze wtedy nie było studentów, ale i tak zainteresowanie było bardzo duże. W momencie gdy oglądałem pierwszy pokój, właścicielka już miała kolejny telefon, także trzeba się było szybko decydować, bo już za chwilę mogło go nie być. Postanowiłem zostać, prawdę mówiąc skusiła mnie cena – 400 zł już ze wszystkimi rachunkami. Jedyny minus to taki, że pokoik jest bardzo mały, tańczyć się tutaj nie da :) ale na dzień dzisiejszy jak na moje potrzeby właściwie wystarcza. W pokoju obok mieszka sobie właścicielka, starsza pani, w niczym sobie nie przeszkadzamy, żyjemy w zgodzie i wzajemnej harmonii. Jest cisza i spokój, nikt inny się nie kręci po domu. Okolica jest fantastyczna, jak na razie najładniejsza jaką widziałem we Wrocławiu: niskie bloki dwupiętrowe, przed blokami małe ogródki z zielenią, wąskie bardzo urokliwe uliczki, cicho i spokojnie. Podejmowałem decyzje trochę w ciemno, i jak często w moim życiu bywa, lepiej trafić chyba nie mogłem.

Podobnie było z pracą. Jestem w tej dobrej sytuacji, że jestem informatykiem. Po raz pierwszy w życiu trochę nie przejmując się własnymi umiejętnościami, wysyłałem cv wszędzie gdzie się tylko dało na najróżniejsze stanowiska informatyczne: od programistów, poprzez administratorów, do grafików. Szukałem pracy dokładnie miesiąc. A tak naprawdę to nawet krócej, bo takie intensywne całodniowe poszukiwania (szukałem tylko przez Internet) i wysyłanie cv trwało jakieś dobre półtora tygodnia. Już od dwóch miesięcy mam taką pracę, że nigdy w życiu sam bym sobie lepszej nie wymarzył. Zostałem testerem oprogramowania :) Jednak to co mówią o pracy dla informatyków jest trochę prawdą. Ogłoszeń jest dużo, każdy jest w stanie znaleźć coś dla siebie, zapotrzebowanie na informatyków jest duże, nie trzeba mieć dużego doświadczenia ani jakichś mega umiejętności. Po prostu trzeba mieć trochę tupetu, na pewno też trochę szczęścia, nie przejmować się własnymi brakami, uzbroić się w troszkę cierpliwości, i być wytrwałym w poszukiwaniach. Prędzej czy później coś tam się znajdzie. Dobrze jest mieć jakąś niedużą kasę na początek, tak jak ja, mogłem sobie pozwolić na to, żeby przez pierwsze miesiące nie mieć pracy, chociaż na wynajęcie pokoju, jedzenie miesięczną sieciówkę na tramwaje i autobusy :)

Ok. Na dzisiaj wystarczy. Mam nadzieję że kolejny wpis w tym dziale pojawi się wcześniej niż w marcu.